Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 688 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Odwrót

środa, 19 listopada 2008 14:29
Odwrót! Odwrót kompania! Ten wróg nam zbyt silny!
On lęki nasze w siłę grzmiącą przeinacza,
I bombarduje gradem szarych luster, w sinym
Zmierzchu barw dziecięcych! On w cieniu je obtacza,
Jak pająk swą ofiarę w uścisku lubieżnym,
Toczy w ciepłe serca jad pustych dali śnieżnych!

Padnij oddział! Na linii horyzontu chmura!
Ten nieobjęty wzrokiem kołtun szklanych ostrzy
Zszyje nas w jedną masę! I opadną pióra
Odbarwianych ogrodów, co w ciernie obrosły!
Rozdzielić się! Rozproszyć! Nie dajmy się zgubić!
Nam dane w mozaikowych ogrodach się chlubić!

Na mur! Dziś bronić trzeba bramy miast szczęśliwych!
Miast wolnych od tyranii władców w szarych togach!
O kamienne portale, ciężki młot żeliwny
Grzmi na trwogę ludu! Lecz nie wpuszczajcie wroga
Na złocone komnaty, by okuł w patynę
Tron uświęcony słowem, naszych serc przyczynę!

Na tyły! Do odwrotu szykujcie się armio!
Ten szklano rdzawy moloch kroczy w ślad za nami!
Nie dla nas jest ta wojna! Nam czas sadzić ziarno
Wyzwolonych plonów jaśniejących kłosami,
Nieskażonych wspomnieniem umartwionych kwiatów!
Piękni! Zarządzam odwrót w stronę barwnych światów!

oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Aniele!

niedziela, 16 listopada 2008 22:41
Aniele! Dziś przy stóp twoich modrym dywanie,
Przy kochającej ziemi rosłej w złote kwiecie,
Ślę modły, o radosnych dni światłe stulecie,
Jak do odległej wiosny tęskne zawołanie.

Daleka mi pociecho - tak bliska w modlitwie!
Pod skrzydła twych słów ciepłych przychodzę spragniony
Rozmowy przy księżycu, pośród gwiazd zgaszonych,
Jak poległych w nierównej z twym uśmiechem bitwie.

Dziś pytam o dalekich horyzontów kraje -
Czy wytrzymam pielgrzymny trud do świątyń progów,
Gdzie patrzeć za mną będą twe stęsknione oczy?

Dziś pytam o wiosennych drzew kwitnące gaje -
Czy zachowamy
ogród zgodnych serc od chłodu,
Czy skryty w naszych dłoniach przetrwa mroźne noce?

oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Droga do ogrodów

poniedziałek, 10 listopada 2008 15:18
PROLOG

Czarna baśń, letalna baśń tej jesiennej nocy
W myślach moich się zalęgła. Leżała w niemocy,

Wtulona w poduszkę przesiąkniętą łzami,
W kolorze posoki płomieniste włosy,
Z twarzą bez wyrazu, jej przekrwione oczy
W dal spoglądały pustymi źrenicami,

Z dłonią wyciągniętą na znak pożegnania
Czasów nieprzyjaznych, niewartych pamięci,
Martwe usta miotały nieme zapytania
O oczy niewinne, o uśmiech dziecięcy,

O to, czy jak świat wielki i jak drzewa stare,
Słyszał kto na ziemi smutniejszą piosenkę,
Przy której melodii makabryczny balet
Wolał los zatańczyć, niźli podać rękę.


CZĘŚĆ I

1.
Historia bieżąca swe źródło znajduje
W czasach, gdy świat baśni umysłami władał,
Gdy pluszowy książę po prawicy siadał,
Za perlisty uśmiech dzięki pannie składał.

Jej dusza tak czysta, skąpana kryształem -
Pod woalką ciała źródło wartkiej rzeki,
W delcie serca na wszystkie strony rozlewanej,
Ciepłym prądem wpływając w ocean daleki,

W którym oceanie spotkały się krople
Wszystkich rzek - tych ludzkich, oraz tych bajecznych,
Lecz w miliardzie kropel, zebranych w jedności
Coraz rzadziej czuła wpływy dusz serdecznych.

2.
Światło - odzew serca, tak niegdyś jaskrawe,
Stopniowo opływane przez obłoki mgliste,
Blednąc - przybierało kolory plugawe,
Rzucało promienie brudne, rzeczywiste.

Wolność sparzyła lalkarzowi ręce -
Jego marionetka, którą on sam stworzył,
Którą chciał prowadzić przez życia zakręty,
Nie wybrała bramy, którą jej otworzył.

Teatrzyk był zamknięty a sznurki odcięte,
Lecz lalkarz był gotów, by tej chwili dożyć.

3.
Dusza uwolniona z łańcuchów dzieciństwa,
Z wolnością na twarzy, ku wolności dążyła.
Brnąc pustynią życia zataczała młyńca -
Za dnia bez drogowskazu, nocą w snach błądziła.

Każda sekunda myśli zdała się eonem,
Pytania o drogę zbłąkane, bez echa,
I wtedy go ujrzała. Zdał się jej aniołem,
Lecz ja wam powiadam - pozorna pociecha.

4.
Prosty był z wyglądu i na świat spojrzenia -
W źrenicach wylane lustro morskiej toni,
A w nim odbijane jej twarzy promienie,
Które w swojej głębi na wieki poskromił.

Powiadał o skarbie, o nieznanych światach,
O zaklęciu, co otwiera ukryte portale,
O istotach z dzieciństwa mieszkających w kwiatach,
O sile, co pozwala drążyć dziury w skale!

Rzecz fascynująca lecz nie zmiarkowała,
Że pod otuliną baśni, złud i marzeń,
Kryła się idea czarna, splugawiała,
Która odmieniła dalszy bieg wydarzeń.

Niedługo ją prosił i łatwo przekonał,
Wichrem słów, jak drzewa jej wolę naginał.
Opór lasów - myśli, w tej bitwie pokonał,
I tu dzień się kończy, a koszmar zaczyna...


CZĘŚĆ II

1.
Pierwsza kropla przedziwna, zstępując na serce,
W proch zwróciła myśli spójne, rzeczywiste,
Uwalniając duszę z sideł ludzkiej nędzy,
Nadawała marom kształty rzeczywiste.

Zamyka oczy. Już chce czuć ekstazy
Fale, co od środka przenikają myśli,
I malują uśmiech błogi na jej twarzy...
Już czeka obrazów, które magią wyśni.

Poczuła dech ciepły, który ją układa,
Głowę tuli do piersi białego kochanka -
Ale to cień tylko, a ona upada
Twarzą w stronę ziemi... jak anioł bez wianka.

2.
Oczęta otwarła i spogląda wokół,
I widzi jedynie bez liku latarni
Wzdłuż drogi, szeregiem, jak tunel bez końca,
Idący przed siebie wciąż dalej i dalej.

Ale gdzie jest, co robi w tym miejscu ponurym,
Gdzie prysnęła magia, której tak pragnęła?
Ale... na białym niebie czarne wiszą chmury,
I czarny księżyc z furią jasności rozdziera!

W czarnym korowodzie z gwiazdami jak węgle
Na śniegu rozsypane, białe pierze brudzą.
Ciemno, pusto wokół... "Magia działa jednak!"
Z myślami, co serce palą i rozsądek studzą

Rozpoczęła drogę przez ścieżkę, wśród świateł,
Migotliwych skrzatów radośnie krzyczących:
"Pokłon ci składamy, jesteś naszym kwiatem!
Tyś naszym przybytkiem nasz ogród zdobiącym!"

Jakim ona kwiatem, i gdzie te ogrody,
Które miała zdobić wśród innych tysięcy?
Czegóż ona sama podąża tymi drogi?
Czegóż ona sama? Gdzie ma znaleźć więcej

Do siebie podobnych, zbłąkanych, samych,
I czy to na prawdę, czy to tylko mara
Myśleć nakazuje, że do niej mówiły
Głosy? To przestroga, czy to już jest kara

Za ucieczkę od życia i w snach zatopienie
Smutków, żali, płaczu, łez smutne miliardy?
Ale rzekła sobie: "Już postanowione,
Nie czas, by wypominać, brak miejsca dla wzgardy!".

3.
Krok... drugi... i trzeci, coraz szybciej, żwawiej,
I stopa za stopą, już pędzi galopem,
Ku marzeń spełnieniom, ku magii, zabawie!
Zakręcić raz jeden rajskim kołowrotem!

Zapomnieć o ego, utonąć w ogrodzie
Wśród kolorów tysięcy i radosnych śpiewów,
Z tysiącami kwiatów w ekstaz korowodzie
Tańczyć, śnić, szaleć w transie! Nie pamiętać więcej
Gorzkich łez ucieczki, radości dziecięcej,

Tylko płynąć! I frunąć nieziemskim przestworem
Ponad czarne morza, krwistożółte drzewa...
Drzewa... smutne karły... cóż jest z ich kolorem?
Skąd żółć? Krew skąd na nich? Gdzie zieleń się podziewa?


4.
Przystanęła na chwilę zbłąkana podróżniczka,
Widzieć chciała, pocieszyć krwawiące olbrzymy,
Przysłuchać się ich skargom, opatrzyć rany liczne -
Na licach szlachetnych sczerniałe wybroczyny.

Lecz nie pomogły łzy wylane za udrękę,
Nie pomogły słowa na wiatr wykrzyczane,
Nie pomogły w geście wyciągnięte ręce,
Nic nie dały modlitwy w skupieniu szeptane.


Wtem poczuła, że ramię jej mchem się porasta -
Zielonkawym osadem o mdliwym zapachu.
Zobaczyła, że piersi jej gęsto obrasta
Zdrewniała skorupa, gdy stopy grzęzną w piachu.

Wzrok jej zachłanny wiedzy o rzeczach,
Które stać się miały w tej dziwnej godzinie,
Coraz dalej sięgał, lecz bojaźń człowiecza,
Ze ślad po niej w tym lesie na wieki zaginie,

Nie pozwalała wrastać w to próchno przebrzydłe,
Kazała rwać łańcuchy winorośli złaknionych
Świeżej rosy z jej piersi, w których serce ostygłe
Powoli wybijało rytmy płuc zmętnionych

Bladą mgłą świetlistą, majaczącym w korzeniach
Tabunem głucho - cierpkich, oniemiałych świetlików -
Karmiących się tętniącą wciąż chęcią istnienia
Zakutych w ciężkie trumny zdrewniałych niewolników.

A gdyby z niemych urn mogły się wydostać
Wołania do wolności, w ciszy zamyśleniu
Dobiegałaby z wnętrza jednostajna chłosta
Słów na rzeź prowadzonych, ku serc pokrzepieniu

Bezimiennych tyranów, obleczonych w szaty
Spływające purpurą cierpkich łez i wstydu -
Wstydu za ucieczkę w krainę, gdzie kwiaty
Już od pąków podobne są bardziej do grzybów -

Napęczniałe, przesiąkłe wonią nienawiści,
Z płatkami zaszytymi bezbożną fastrygą
Upodlonych idei i pustej zawiści
O namiastkę czułości, której tak się brzydzą.

A gdyby z niemych urn mogły się wydostać
Wołania do wolności...? Lecz ciszy uniesienie
Otuliło cmentarną, bezimienną postać,
I gasiło bezbronnych serc ostatnie tchnienie.

5.
Lepka wstęga snu i beznamiętnej błogości
Otoczyła ramieniem hebanowe samotnie,
Szepcąc duszom utopionym w letargicznej wieczności
Słowa baśni o zimnym mędrcu i markotnie

Zakończonym żywocie, o banicji odwiecznej -
Wyroku za oziębłe, lodem skute serce -
Pod postacią łuny mrożącej powietrze,
Krążyć miał ponad lasem w haniebnej poniewierce.

Słowa pulsowały. Słowa czarnej baśni
Rozbrzmiewały wśród liści jak pieśni kowala.
Świdrujący powietrze oddech mgły zbyt jasnej
Co uciekających spazmy drzew utrwala,

W rytmie pulsujących słów wciąż wzmagał wichry
I odebrał konarom tę kruszynę chleba,
Którą serca ich biły... Niezawisła cisza...
Umartwiony cmentarz... Blado sine drzewa...

I kwitnące na liściach zwierciadła srebrzyste.
I odbite w powierzchni ich ślepia zdziwione.
I tańczące w gałęziach iskierki tak czyste.
I posągów śnieżystych ogniki zwątlone.

I wtulone w puch biały ogrody wyziębłe -
Pod pierzyną stęsknioną już pierś nie faluje.
Biały grabarz wśród mogił wędruje posępnie,
Pod wąsami mroźne epitafium snuje:

6.
"Umartwione, wątłe ziarna w płowej glebie
Wypuszczały pędy obrośnięte cierniami.
Bez nadziei ujrzenia słońca w chmurnym niebie
Wydały czarne kwiaty podlewane łzami.

Splatały zeschłe liście w kształt pożółkłych pięści,
Trującym sny nawozem karmiły korzenie.
W rozkładzie od narodzi aż do chwili śmierci -
Tak kończy upodlonych serc puste nasienie."

Czarne, o śmiertelne baśni tlą się w gęstej nocy.
W myślach świata wciąż się lęgną, szukają niemocy...

oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pięćdziesiąt dziewięć ogniw

piątek, 07 listopada 2008 8:40
I choćbym wśród kulawysh słow i oniemienia,
Korowodów znaczeń - jak na wstędze Möbiusa
Goniących swoje kity ogarów Tyndalla
Żył... woń Twoja najsłodsza wątpliwości skrusza.

I choćbym upadał na twarzy cień obmierzły
Do paszczy Lewiatana trzy, lub i trzysta razy,
Pięćdziesiąt dziewięć ogniw w Łańcuchu najświętszym
Wróci mnie z ciemnicy na słońca zew jaskrawy.

Bo różana Twa Wstęga tak mocna, gdy słowa
Dążą po jej ścieżce do Pierwszego z Zastępów,
A dłonie bawi ciepłym muśnięciem korali.

Bo w słabą moją wiarę wstępuje moc nowa,
I myśli lotne płyną bez przeszkód, zakrętów,
Gdy w dłoniach mych zamknięty Oręż z boskiej stali.

oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Czasowskazywacz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

Niektórym trudno się uzewnętrznić i ujawnić jako artysta. Ja się odważyłem, i chyba nie żałuję, bo w poezji wiersz jest tylko dodatkiem do aktu twórczego. Tak na prawdę liczy się to, żeby dobrze zgłęb...

więcej...

Niektórym trudno się uzewnętrznić i ujawnić jako artysta. Ja się odważyłem, i chyba nie żałuję, bo w poezji wiersz jest tylko dodatkiem do aktu twórczego. Tak na prawdę liczy się to, żeby dobrze zgłębić podane zagadnienie i dobrze ułożyć sobie te myśli w głowie, tak, żeby móc w środku nocy zbudzić się, wyłożyć referat, odpytać z treści i pójść spać. Każdy, kto choć trochę zastanawia się nad swoim życiem i w jakiś sposób wyjawia swoje myśli na światło dzienne, jest artystą pełną gębą.

schowaj...

Autoportret

Ukryte w burzy włosów
Nieopierzone pisklę
W nocy polarnej pewnie
Promienie słońca ściska
Ciemności rozświetlając
Szmaragdowym płomieniem
Oczy jego - ognisko
Tym rzucające cienie
Którzy ludźmi zostali
Jedynie na papierze
Zapytani o miłość
Mówią krótko - nie wierzę
Z rysopisu nie widać
Żeby za szczęściem gonił
Według nauki Tego
Co miał ciernie na skroni
W sprzeczności ideałów
Romantyk - altruista
Zakompleksiony karzeł
Bezczelny optymista
Ciepłych spojrzeń tropiciel
Błądzi o białej lasce
Życie skończy z uśmiechem
Nie błagając o łaskę

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl