Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 054 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

II

piątek, 27 marca 2009 19:23
Stóp nie raniłeś o kamienie
I nie widziałeś martwej chmury,
Która smoliste miotła cienie
Na pobielałe latem mury.

Twe smutne oczy w dół spuszczone.
Kolumny ramion niedosięgłe
Oparcia - w próżni zawieszone,
Jak kwiaty na jesieni zwiędłe.

Uda pokładłeś w martwym pionie
I choć nie ruszysz już nogami,
Buntowny ogień w tobie płonie,
Z pogardą świecąc tuż nad nami.

Jedyną radość odnalazłeś
W ucieczce w kraj nad chłodem ziemi.
Podeszwom pył i szkło ukradłeś,
Które się w dole pustką mieni.

Mimo bezruchu bezsennego,
Tańczysz walczyka na porywach
Przeciągu z okna otwartego,
Który cię na powrozie kiwa.

(z cyklu "Galeria")

oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

I

poniedziałek, 23 marca 2009 21:34
Mdli mnie i przyprawia o niesmaczny grymas
Ta zatęchła galeria trącąca zgrzybliną,
O ścianach falujących i gnijących w oczach,
Jakby tasiemcza uczta, lub bankiet - padlina.

Widzę krajobraz jakiś, nieszczególnie piękny,
Ot - niebo, dwa pagórki i strumyk pod niemi.
Przy brzegu obnażone dziewczę martwe leży,
Pierś zeschłą zasłaniając warkoczem do ziemi.

Przy pannie w pół szarpanej z rozpłatanym brzuchem,
Wśród plątaniny węży i rozdętych jelit
Stoją bezpańskie uda na zsiniałych piętach -
Ściele się krew miesięczna w martwiczej kipieli.

Do nóg lubieży tęsknych tulą się dwa koty,
I liżą strzępy żeber, jakby futro miały.
W odwłokach pobielałe płody martwych kociąt -
Kilkakroć łeb, pazury i kręgosłup biały.

Na zewłoku drapieżno skarlałej dzieciny
Ujrzałem wątły złocień w kości odciśnięty.
To ponury artysta ślad w płótnie zostawił -
S.P. Inicjał wdzięczny - Słowami Przeklęty.

(z cyklu "Galeria")

oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zwodniczka

niedziela, 15 marca 2009 22:08
Przymknę oczy i... tak, kocham! Ale - kogo widzę?
Czy cię znam, lub widziałem wcześniej na ulicy?
Jasnej buzi i włosów nie dostrzegam teraz,
A jedynie rozkoszny grymas ust dziewiczych.

Czego chciałaś, że widzę cię w oczach zamkniętych?
Każesz mi znaleźć siebie, czy jak jawa nęcisz,
I gdy do snu się kładę, tylko dla uśmiechu
Rzęs trzepotem bawisz i oczkami kręcisz?

Milcz mi słodko, najcichsza moja kochaneczko,
Ale nie odpowiadaj, ach! jak twe uroki
Widzę? Tak dziś do nich tęsknię w rozpalonym świeczką
Pokoju... A gdy się skupić, słyszę twoje kroki!

oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

List do bieszczadzkiej nimfy

piątek, 13 marca 2009 11:00
Smutno mi. Bo choć często widuję cię po zmierzchu
I zasypiam w twych zielnych piersiach, pijąc mleko -
Rosę ściekającą po kibici wierzchu,
Zatęsknię wnet, bo wkrótce odejdę daleko.

A skoro mam wędrówkę poczynać bez ciebie,
Pozwól się raz jeszcze opleść włosów bluszczem.
Zanurz w siebie me ziarno jakby w żywej glebie,
Wtem obserwuj me usta, gdy krzyk rozkoszy duszę.

Nachyl do mnie piersi swe liliowobiałe,
I przygnieć mnie plecami o surową skałę.

Zgarnij z buzi wiosennej tarninowe liście,
Te, co spadły ciekawskie na zmierzwione włosy,
I uśmiechnij się do mnie, niech poczuję twój gorąc!
Z  rozchylonych warg zbiorę ciepłych muśnięć kiście,
Nabrzmiałe słodką wonią jak traw młode skosy,
Co nęcą smukłą talią południową porą.

Nim najdzie zmierzch nad naszym dzikorosłym łożem,
Obejmij mnie ramieniem czułym i kojącym,
Ale nie daj zasnąć. Kuś mnie nóg rozdrożem,
Oślep promieniem tarczy wśród gwiazd migocących...

A później tul mnie w łożu z dmuchawcowych puchów,
I pozwól widzieć Beskid tonący w bezruchu.

O północy napadnij mnie, wściekła wilczyco,
Zaszczuj wzrokiem zgłodniałym zwierzęcej pieszczoty
I nasyć rozgorzały mego ciała głód!
Odbierz mi smak i zmysły, szaleńcza gorczyco,
Rozpłataj mnie na dwoje! W skrzyp rzuć bez ochoty
I dobij pod ciężarem dziko drżących ud!

Bo już lepiej umrzeć lub głogiem opleść stopy,
Bym okaleczony nie uciekł twym oczom.

Niech niepomne na czasy naszych dłoni sploty
Tańczą jak do melodii jaskółczym świergotom.

Bo nie chcę stąd odchodzić, tak bliska mi jesteś!
Serca nasze, ciała w jedności złączone,
Nasze smutki i oczy znów zapłoną łzami,
A zimne noce przyjdą w snach nieutulone...

oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ballada księżycowa

środa, 11 marca 2009 12:48
Siedziała jak posąg wielkich przed wiekami,
Wsłuchana w rapsodię odległej jesieni.
Zaklęta w bezruchu, znów oblana łzami,
Tęsknie zapatrzona w gwieździstej zieleni.
W zaklętym jeziorze, lustrzanej świątyni,
Wodziła źrenicą za niemym kochankiem.
Dziś bladym i śniącym o letniej bogini
Z uśmiechem na twarzy i ziołowym wiankiem.

Jej oczy przeszklone, gdy luby w obłokach,
A usta złaknione utonąć w owocach.
On krążył na niebie, jej śpiący kochanek
Pamiętał jej uśmiech i ziołowy wianek.

Przychodził z wieczora i kłaniał się nisko, 
Spozierał głęboko w jej oczy stęsknione.
Tak ująć by pragnął policzki złociste,
Całować jej usta słodyczy spragnione.
Patrzyła na niego z uśmiechem szerokim,
Rzucała sukienkę na wiatr letniej nocy,
By widział jej piersi, a oddech głęboki
Krępował mu myśli, by zasnął w niemocy.

Jej piersi dziewczęce nie znały błogości,
Policzki rumiane spragnione czułości.
On widział jej ciało i płonął w niemocy,
Nie umiał zapomnieć tych lipcowych nocy.

Wschodzącej jutrzence wciąż musiał uciekać,
Na bladym policzku łzy ronił perliste.
Ukryty w obłokach wciąż musiał jej czekać,
By ujrzeć ponownie jej usta soczyste.
A panna zdziwiona nad brzegiem jeziora
Na nagie ramiona wrzucała sukienkę.
Sypiała nad brzegiem by czekać wieczora
I śpiewać lubemu wesołą piosenkę.

On w kłębie obłoków wciąż płonął z ochoty,
A ona nad wodą padała z tęsknoty.
Ich ręce odległe i oczy zmartwione,
Poranki i zmysły niezaspokojone.

Tak trwał czas zaklęty - co noc się widzieli,
By rankiem pożegnać się czułym muśnięciem,
I wrócić do siebie przy sennej kąpieli
Nad brzegiem jeziora trącani zaklęciem
Miłości bez wstydu, łańcuchem związani
Wzajemnych uśmiechów i tańców szczęśliwych.
Lecz bywa to często z wieloma baśniami,
Ich też miał rozłączyć ów los niegodziwy.

Szczęśliwie ze sobą tańczyli zaklęci,
Ich wzrok rozbiegany wciąż bawił i nęcił.
Niedługo miał jednak zakończyć swój żywot
Ich romans namiętny, jak w bajkach to bywa.

Nie powiem wam jednak, co zdarzyć się miało,
Jak miał się zakończyć ten czas im szczęśliwy.
To baśń jest! Nie dajmy, by nagie jej ciało
Zapomnieć musiało, by pląs ochotliwy,
Urwane spojrzenia i dłonie w rozłące
Przepadły za chmurą płaczu i starości!
Nad lustrem jeziora ich usta gorące
Złączone niech będą po krańce wieczności!

oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Czasowskazywacz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Niektórym trudno się uzewnętrznić i ujawnić jako artysta. Ja się odważyłem, i chyba nie żałuję, bo w poezji wiersz jest tylko dodatkiem do aktu twórczego. Tak na prawdę liczy się to, żeby dobrze zgłęb...

więcej...

Niektórym trudno się uzewnętrznić i ujawnić jako artysta. Ja się odważyłem, i chyba nie żałuję, bo w poezji wiersz jest tylko dodatkiem do aktu twórczego. Tak na prawdę liczy się to, żeby dobrze zgłębić podane zagadnienie i dobrze ułożyć sobie te myśli w głowie, tak, żeby móc w środku nocy zbudzić się, wyłożyć referat, odpytać z treści i pójść spać. Każdy, kto choć trochę zastanawia się nad swoim życiem i w jakiś sposób wyjawia swoje myśli na światło dzienne, jest artystą pełną gębą.

schowaj...

Autoportret

Ukryte w burzy włosów
Nieopierzone pisklę
W nocy polarnej pewnie
Promienie słońca ściska
Ciemności rozświetlając
Szmaragdowym płomieniem
Oczy jego - ognisko
Tym rzucające cienie
Którzy ludźmi zostali
Jedynie na papierze
Zapytani o miłość
Mówią krótko - nie wierzę
Z rysopisu nie widać
Żeby za szczęściem gonił
Według nauki Tego
Co miał ciernie na skroni
W sprzeczności ideałów
Romantyk - altruista
Zakompleksiony karzeł
Bezczelny optymista
Ciepłych spojrzeń tropiciel
Błądzi o białej lasce
Życie skończy z uśmiechem
Nie błagając o łaskę

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl