Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 688 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Spowiedź z drugiego grzechu

niedziela, 21 września 2008 2:15

1.
Runęły góry senne, fortece bajeczne
Na fundamencie z trzciny - sitowia pustego
Pełnego marzeń wątłych, niebosiężnych karłów
Ugiętych pod ciężarem słowa brzemiennego

W noce bezsennych myśli. Mokry puch pod głową
Tulił mnie do siebie. Cóż marne pocieszenie,
Gdy przede mną przepaść zatraconej przyszłości
Rozstąpiła szczeliny. Porzucone cienie

Pod ciężkimi gruzami wspomnień tamtej nocy,
Pod ciężarem słów twoich zgruchotane dłonie
Wyciągają przed siebie. W żebraczym okrzyku
Proszą o przebaczenie w służalczym pokłonie.

Spode łbów zakrwawionych upadkiem ze szczytu,
Patrzą nad mętne dzieło własnej naiwności.
Gorzki obraz ruin upodlonych pragnieniem
Anielskiej sielanki... Cóż za brednie, litości!

2.
Spowiadam się Bogu, że marzyłem o Tobie,
Że się rwałem do biegu ku skrzydłom Anioła.
Wielu Cię goniło, o Skrzydlata Piękności,
Wielu nie wiedziało, że Cię zdobyć nie zdoła.

Spowiadam się Bogu, że śniłem o porankach,
Gdy mnie czule witałaś wśród promieni słońca,
Sny na jawie spełniałaś, szepcąc skromne <kocham>,
Że Twych ciepłych ust smaku nie chciałem znać końca.

Spowiadam się Bogu, że nie mogę zapomnieć
O nadziei bez echa, głuchym pustostanie,
Łomoczącym pod czaszką wibrującym szaleństwie,
Każącym mi przysięgać nadludzkie oddanie.

Spowiadam się Bogu, że sam sobie wierzyłem,
Że spełnię pragnienia ukute samotnością,
Że się zagubiłem we własnych dążeniach,
Kierowałem się żądzą, a zwałem miłością.

Spowiadam się Bogu, że słowa marnowałem,
Posłańcem nie Cherubin - polne wiatry były.
Tamte słowa, miast palić Twój uśmiech rumiany,
Wśród leśnej zawieruchy nocne niebo skrzyły.

Spowiadam się Bogu, że już mówić nie mogę,
Poematów Ci pisać, Twego sacrum sławić.
Tak wiele słów wylałem, i wciąż tego nie wiem,
Ile jeszcze potrzeba, by mą winę zbawić?



oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Na szczyty upadam

wtorek, 16 września 2008 21:07

Z ufnością lecę w Twe czułe objęcia
Głębio Przepastna! Bezdenna Otchłani!
Padam do stóp Twych, by dna osiągnięcie
Szczytem mym było, Niebotyczna Pani!

A gdy tak spadam w ciemność mi najsłodszą,
Dech Twój przemiły grzywę mi rozwiewa,
Wzlatuję do głębin, czeluści tak mrocznych,
Tak ciepłych i gorzkich. Pieśni bym śpiewał

Bezkresne, głośne jak upadek z Nieba,
Wzniosłe jak wyjście na szczyt Twój najgłębszy.
Z padołu swego daj kruszynę chleba,
Bym zeń uczynił Przybytek Najświętszy!

Marzę o chwili, gdy odchodzi smutek,
Gdy mi ukarzesz swe dno niezbadane.
A gdy uderzę wreszcie z wielkim hukiem,
Na dnie polegnę, czy u szczytu stanę?


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Do "poetów"

niedziela, 14 września 2008 19:17

Pisz, co ci serce śpiewa, nie zważaj na nuty,
Krzycz jak dusza podszepnie, niech się dziwią ludzie!
Nie myśl - popatrz z góry na rozum lodem skuty,
On winien jest temu, że słów wciąż szukasz z trudem.

Nie koloruj - rozjaśniaj, gaś i cienie rzucaj,
Zamknij oczy i poczuj, co ci w piersi bije.
Bajkom nie dawaj wiary, lecz nic nie wykluczaj,
Kto wie, czy wąż rajski wciąż się tędy nie wije.

Gdyby każde dzieło miało poznać autora -
Czy są słowa, które chcą się przyznać do ciebie?
Czy wierny jesteś myślom spod własnego pióra,
Czyś warty, by krzyczały ci "Wodo i Chlebie!" ?

Pomnij na moje słowa, gdy ponownie siądziesz
Z piórem w ręku i Wielkim Słowem na twych ustach,
A gdy skończysz, zastanów się, czy słusznie sądzisz
Świat i życie za kłamstwa, czy znów karta pusta?...


oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szara twierdza

wtorek, 09 września 2008 17:38

Więzienne deszczu strugi, jak okienne kraty
Strzegą mnie w szarej twierdzy przed ucieczką do Ciebie.
W ciasnej celi Samotność i Smutek - dwa katy,
Biczem wspomnień twarz sieką, bym patrzył za siebie.

Gardziel z głosu odarta, w stalowym kajdanie
Kwili cicho jak dziecko o północnej porze.
Dłoń zmiażdżoną w przegubie żebraczo wyciągam,
By wyłapać Twe widmo - wątłą ranną zorzę.

Pieśń samotna, odziana w czerń nieprzeniknioną,
Brzytwio - ostrym skomleniem wydziera z piersi płuca,
Zwęgla słuch samotnie czekający Twej arii -
Ona - jak sznur wisielcom - męki me ukróca.

Cichy bezruch Twych ramion - teraz tak dalekich,
W proch pożółkły ściera kości pustką przeżarte.
Trzask łamanych piszczeli snuje grzmot kaleki -
Głuchy w swej beznadziei... czegokolwiek warty?

Marzę, by rwać łańcuchy, by zew Twej wolności
Wyrwał mnie na powierzchnię z tej tępej otchłani -
Ku słońcu, na kraj świata, lub do Bram Wieczności...
Twierdzę Ty mi otworzysz.
Twój pierwszy poddany


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Czasowskazywacz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Niektórym trudno się uzewnętrznić i ujawnić jako artysta. Ja się odważyłem, i chyba nie żałuję, bo w poezji wiersz jest tylko dodatkiem do aktu twórczego. Tak na prawdę liczy się to, żeby dobrze zgłęb...

więcej...

Niektórym trudno się uzewnętrznić i ujawnić jako artysta. Ja się odważyłem, i chyba nie żałuję, bo w poezji wiersz jest tylko dodatkiem do aktu twórczego. Tak na prawdę liczy się to, żeby dobrze zgłębić podane zagadnienie i dobrze ułożyć sobie te myśli w głowie, tak, żeby móc w środku nocy zbudzić się, wyłożyć referat, odpytać z treści i pójść spać. Każdy, kto choć trochę zastanawia się nad swoim życiem i w jakiś sposób wyjawia swoje myśli na światło dzienne, jest artystą pełną gębą.

schowaj...

Autoportret

Ukryte w burzy włosów
Nieopierzone pisklę
W nocy polarnej pewnie
Promienie słońca ściska
Ciemności rozświetlając
Szmaragdowym płomieniem
Oczy jego - ognisko
Tym rzucające cienie
Którzy ludźmi zostali
Jedynie na papierze
Zapytani o miłość
Mówią krótko - nie wierzę
Z rysopisu nie widać
Żeby za szczęściem gonił
Według nauki Tego
Co miał ciernie na skroni
W sprzeczności ideałów
Romantyk - altruista
Zakompleksiony karzeł
Bezczelny optymista
Ciepłych spojrzeń tropiciel
Błądzi o białej lasce
Życie skończy z uśmiechem
Nie błagając o łaskę

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl